
DOM – KRYSZTAŁ PAMIĘCI
Dom to struktura mentalna, myślokształt, hybryda wyłaniająca się z procesu stapiania, różnych elementów. Jest to twór emergentny – nowy i nieprzewidywalny, stale transformujący i reaktywny. Organiczno-materialna forma istnienia, która jednocześnie żyje, pamięta, rozwija się i tworzy strukturę. Subiektywna w interpretacji mieszanka człowieka, funkcji obiektów, czasu i ruchu osadzona w kulturze.
To zarówno ciało, jak i budowla, jednostka, jak i system. Druga skóra człowieka. Woda, która otacza nasze ciało dopasowując się do niego. Dom jak i kryształ stanowi metafizyczny byt, który łączy ducha i materię w sposób trudny do oddzielenia.
Wnętrze Twojego DOMU to Twoje wnętrze.
Rozejrzyj się.
Co widzisz?
ZMIANA
Projektuję domy od ponad dziesięciu lat. Nie tylko dla rodzin. Często tworzę je dla osób po rozstaniach, dla rodzin patchworkowych, które zaczynają nowy rozdział swojego życia. To doświadczenie nauczyło mnie, że dom – nawet piękny – bywa jedynie skorupą posklejaną z różnych iluzji. Jeśli pozostajemy w nim po rozstaniu lub wewnętrznej zmianie, każdego dnia przypomina nam on o przeszłości, którą trzeba zaakceptować i opuścić, by móc pójść dalej. Tak jak dusza opuszcza ciało, które przemija, tak człowiek opuszcza dopracowany dom lub musi odmienić go nie do poznania, aby rozpocząć nowe życie. Często okazuje się również, że wcale nie potrzebujemy tak wielkich i kosztownych domów, które wciąż postrzegane są jako synonim luksusu a jedynie osobnych pokojów, dla każdego mieszkańca, aby wszyscy mieli „swoją prywatną przestrzeń”. Prawdziwe poczucie szczęścia daje nam poczucie bezpieczeństwa i przytulność. To, co prawdziwe, proste i bliskie naszym ciałom – naturalne materiały, rękodzieło, twórczość artystów, którzy w swoich pracach zatapiają własne myśli, przeżycia i emocje. To wszystko w niezwykły sposób rezonuje z właścicielami domów. Takie przedmioty nie tylko zdobią, ale tworzą tło dla codziennego życia.
Remont lub budowa domu są często odzwierciedleniem przebudowy naszej tożsamości. Po takim procesie stajemy się kimś innym – i dom, który powstaje, może nagle przestać pasować do nowej wersji nas samych, nawet jeśli jeszcze jest w trakcie realizacji. Dlatego współpraca z projektantem, który potrafi „widzieć i czuć”, ma ogromne znaczenie – potrafi on uchwycić przyszłość lub prawdę o nas, której sami jeszcze nie widzimy. Dobór inspiracji – kolorów, kryształów, dzieł sztuki – powinien wynikać z indywidualnych wyborów konkretnej osoby, która będzie w tym domu żyć. W przeciwnym razie projekt staje się jedynie „sztuką dla sztuki” – artystycznym wyrazem projektanta, który tworzy go dla siebie, a nie dla domowników.
Dom wraz z jego mieszkańcami tworzy żywy organizm, który codziennie ewoluuje i zmienia się. Wszystkie przedmioty w nim umieszczone – oraz sposób ich zestawienia – wpływają na nas, odzwierciedlając nasz stan emocjonalny i to, kim jesteśmy w danym momencie. Dom jest naszą „stacją ładowania” – najważniejszym miejscem na świecie, w którym możemy do siebie powrócić, odkryć, kim jesteśmy, i uwolnić własną, niczym nieskrępowaną kreatywność.
Dom tworzą wszyscy domownicy. To nie tylko budynek, ale przede wszystkim energia, która w nim panuje. Jeśli z jakiegoś powodu nie możemy w nim być sobą lub źle się w nim czujemy, podświadomie z niego uciekamy – do pracy, do innych ludzi, do tych przestrzeni, które nas akceptują takimi, jacy jesteśmy.
TOTEMY
W swojej pracy dostrzegłam, że każdy człowiek ma swoje „totemy” – symbole, kolory, formy, postaci, super-bohaterów, dzieła sztuki, rośliny czy zwierzęta, które uznaje za szczególnie ważne. Czasem trudno wytłumaczyć, dlaczego coś jest nam tak bliskie – decydują o tym nasze doświadczenia, zarówno te dobre, jak i trudne. Zestawione razem, tworzą opowieść o tym, kim dana osoba jest. Pod każdym przedmiotem kryje się jego osobista definicja, a połączenie tych definicji daje subiektywny obraz człowieka – taki, jaki on sam ma o sobie.
Poznając, rozumiejąc i akceptując ten obraz, mogę stworzyć wnętrze, które będzie z nim kompatybilne. Zazwyczaj projekt pokazuje to, kim dana osoba jest teraz, ale możliwe jest też działanie odwrotne – celowe wprowadzenie elementu, który stanie się katalizatorem zmiany. Dzięki temu wnętrze może wspierać transformację tożsamości, a nowy obiekt lub symbol staje się jej integralną częścią.
Aby wnętrze było spójne, „totemy” należy połączyć w aranżacji – wkomponować je w tło, które harmonijnie scala je w całość. To proces podobny do mieszania farb na palecie – pięć odcieni łączy się w jeden nowy kolor, będący metaforycznym obrazem człowieka.
AMALGAMAT – DOM JAKO SUBSTANCJA EMERGENTNA
Amalgamat to stop elementów podlegających zasadom kompozycji, uzupełniania i rozwoju. Proces ten w metaforyczny sposób, idealnie obrazuje żywokryst w opowiadaniu „Katedra” Jacka Dukaja. Żywokryst nie jest wytwarzany przez człowieka i rośnie. To półorganiczny, półmineralny materiał-kryształ, który zachowuje się jak żywy organizm i można go programować . Po zasadzeniu zaczyna się powolny proces krystalizacji, w którym materiał rozrasta się w sposób fraktalny – niczym koralowiec, ale o strukturze kryształu. Żywokryst czerpie energię i „budulec” z otoczenia – pochłania materię nieożywioną, ale może też wrastać w organizmy żywe, integrując się z nimi. Nie można go łatwo zatrzymać – jego rozwój jest samowystarczalny i przypomina naturalne procesy geologiczne, tylko w skali dużo szybszej i bardziej złożonej. Każdy fragment żywokrystu jest unikalny – nie ma dwóch identycznych form, tak jak nie ma dwóch identycznych domów, bo wzrost zależy od warunków, w których się rozwija (światło, grawitacja, części składowe, ludzie, przeszkody w przestrzeni). W świecie Dukaja jest to substancja wręcz mistyczna – potrafi zachować w sobie „obecność” tego, co pochłonęła, więc budowle z niej stworzone mają aurę sacrum. Tym dla mnie właśnie jest dom.
POWTARZALNOŚĆ
Projektowanie wnętrz oderwanych od konkretnego człowieka/ mieszkańca/ rodziny, projektowanie wnętrz powtarzalnych, niespersonalizowanych, nie sprzyja jego mieszkańcom i zmniejsza poczucie bezpieczeństwa i indywidualności. Projekt wnętrza powinien być realizowany w oparciu o konkretne potrzeby, konkretnych osób, a dobór materiałów wykończeniowych, kryształów czy dzieł sztuki, winien być dokonany przez konkretną osobę. W przeciwnym razie, projekt jest sztuką dla sztuki, formą wyrazu artystycznego osoby, która go tworzy (czyli mnie) do której używam swoich osobistych, ale zewnętrznych inspiracji, które do mnie „przyszły” w procesie tworzenia projektu, w tym także dzieł sztuki do których nie mam praw autorskich, a bez których przekaz nie ma kompletnego sensu.
Można zatem powiedzieć, że zaprojektowałam to wnętrze „dla siebie” i o sobie, aby przekazać jak myślę o projektowaniu i w jakim domu lub pracowni czułabym się najlepiej. Zatem nie mogę się praw autorskich majątkowych do pierwotnej koncepcji wyzbyć bo też po części ich nie mam. Niczym żywokryst, zassałam inspiracje z otaczającej mnie w minionym miesiącu rzeczywistości i tak wyrósł projekt wnętrza, który nazwałam „Katedrą”.
Części składowe (programy/ totemy) równania, którego wynikiem jest prezentowany projekt:
1. Wnętrze domu w osiedlu Gaja Park – skorupa, ciało, szkielet. Przestrzeń wyjściowa, którą mam do zaaranżowania.
2. Kryształy w sposób formalny nawiązujące do motywu wody, która jest mi szczególnie bliska – jako mała dziewczynka zawsze pragnęłam zostać Syreną. Woda to także symbol przepływu.
Celestyn (w korytarzu)
Otwartość na nowe, gdy wychodzimy z domu i wyciszenie umysłu gdy do niego wracamy. Zasila w spokój i ukojenie, szczególnie po czasie mocnych przemian, które często towarzyszą nam podczas „podróży” w głąb siebie jakich doświadczamy gdy zaszyjemy się samotnie w naszych domach.

Amonit (w korytarzu)
Odkrywanie nowych perspektyw, rozwijanie intuicji, połączenie z historią, zrozumienie cykliczności życia, praca nad osobistym rozwojem i mądrością, regulacja układów, w tym układu nerwowego, krążenia i trawiennego, wspomaganie procesów regeneracyjnych i gojenia, poprawa ukrwienia i mikrokrążenia, ułatwienie oczyszczania organizmu i harmonizuje. Amonit ustawiony jest w przejścia stanowiąc symbol „przejscia”.


Kryształ górski (w kuchni)
Sprzyja dobrej atmosferze przy posiłkach oraz ich tworzeniu, trawieniu i wchłanianiu pokarmu. Ociepla i rozpogadza stresowe chwile – zastosowany w formie lampy tworzy świetlistą aurę nad wyspą kuchenną, której forma nawiązuje do jego kształtu poprzez, podświetloną taflę szkła artystycznego. Przypomina ogień zamknięty w strukturze lodu. To zestawienie w perfekcyjny sposób pokazuje uzupełniające się energie niczym ying yang: twardość i płynność, ciepło i zimno. To właśnie kontrasty przywracają harmonię i równowagę w życiu jak i we wnętrzu.

Kwarc różowy (w salonie)
Perła w muszli
Perła (kwarc różowy) w muszli (stolik „Shell” Danny Lane) to naturalny klejnot powstający w muszlach mięczaków. Powstaje w wyniku obronnej reakcji mięczaka na obce ciało, które dostanie się do jego wnętrza, np. ziarenko piasku czy pasożyt. Ciało obce jest stopniowo otaczane warstwami masy perłowej, integrując się ze sobą i tworząc perłę.
Dom jest jak muszla – osłona, która chroni właściciela przed zewnętrznym światem. Jego kształt i struktura zapewniają bezpieczeństwo, komfort i prywatność. Jego prawdziwa wartość kryje się we wnętrzu.
Ciało obce – impuls do zmiany
Ciało obce to moment lub element, który zaburza dotychczasowy porządek i staje się początkiem transformacji:
- życiowa zmiana (np. wyprowadzka dzieci, zmiana pracy, nowy związek)
- znalezienie przedmiotu, który inspiruje aranżację
- potrzeba dopasowania wnętrza do nowej roli właściciela
Perła – efekt procesu
Perła to wnętrze stworzone z troską, warstwa po warstwie, z wysokiej jakości materiałów, w pełni dopasowane do właściciela. To przestrzeń, w której każda część opowiada historię, a całość jest harmonijna i wyjątkowa.
W projekcie Perła to również kwarc różowy w salonie – serce domu. Symbolizuje miłość, spokój i gościnność. Jego subtelny róż łagodzi przestrzeń, a energia wspiera relacje. Jest klejnotem wnętrza, widocznym, ale otulonym przez harmonijną „muszlę” całego domu.

3. Żywokryst i „Katedra” z opowiadania Jacka Dukaja – moja osobista interpretacja domu – człowiek w połączeniu z własnymi totemami. Metafora przemijania, zarówno każdego terminu ważności każdego domu i miejsca zamieszkania jak i każdego istnienia.
Fragment tekstu opowiadania:
„Mirton czekał przy grobie, powiedział potem, że się spodziewał, niektórzy siadają na stoku i zapadają w jakieś katatoniczne zauroczenie, dopiero alarmy skafandra ich budzą. Nie dziwota. To nie jest budynek, to rzeźba. Ale też i nie rzeźba. Ugerzo, zamawiając specżywokryst, wiedział, że to, co tu wyhoduje, nie będzie służyć zwykłym celom, że funkcjonalność Katedry nie ma znaczenia wobec jej symboliki. Ograniczenie było tylko jedno: grób Izmira i ołtarz — one mieściły się wewnątrz, objęte autonomiczną minibiosferą, dla nich musiało ocaleć miejsce, wolne dojście dla wiernych. Resztę pozostawiono wyobraźni designerów oraz ergodyczności założonych algorytmów wzrostu. Siew objął zatem wnętrze okręgu dookoła mogiły, jakieś czterysta metrów kwadratowych.
W prawie nieważkości planetoidy żywokrystu wystrzelił był na blisko ćwierć kilometra wzwyż. Kiedy się patrzy od strony śluzy kraterowej biosfery, wygląda to tak: hiperboloidalny korpus z wywiniętymi w krzywe skrzydła, łukowatymi żebrami pośrodku; na flankach zaś — asymetryczne wieże zakończone kamiennymi wykwitami strzępiastych liści, niczym zamrożone czarną próżnią w chwili eksplozji węglowe szrapnele. Forma mówi o ucieczce duszy, która w okrutnym bólu wyrywa się z okowów materii ku gwiaździstej pustce. Gdy światło zaczyna tu śledzić jakąś linię, krawędź, załamanie, żebro kopuły — szybko wyciska z mroku ostre szczegóły, ociekające gęsto twardymi cieniami, i oko wpada w spiralę dociekliwości, tym szczegółom nie ma końca, fraktalowe algorytmy żywokrystu przydały tu wszelkim figurom pozornie ułamkowe wymiary, oko się gubi.
Dookoła wież pną się ku stop-klatkom śmierci spirale Escherowych schodów, pod pewnym kątem wygląda to nawet na drogę, którą człowiek faktycznie może przebyć, ale w rzeczywistości, gdy światło ogarnie większy fragment Katedry, widać, że musiałby to być raczej pająk niż człowiek; i że nawet on donikąd by w końcu nie dotarł. Asymetria wież powoduje, iż cały ten ażur żywokrystu zdaje się chylić ku kraterowi, ku patrzącemu, i na jego prawą stronę; natomiast przewrotność algorytmów redukcyjnych odpowiedzialnych za kształt zewnętrznych powierzchni nawy głównej — iż toczy Katedrę jakiś nowotwór kamienia, że mianowicie patrzący widzi właśnie ostatnią, przedśmiertną postać budowli, a zaraz — za dzień, dwa — zapadnie się ona w siebie, sklęśnie, przegnije, trzasną pod ciężarem udręczonego kamienia strzeliste żebra, zwieńczony krzyżem kręgosłup runie w ciemiste przestrzenie organów wewnętrznych i spomiędzy szczęk wysuniętego portalu wytoczy się powolna lawina kruchej krwi Katedry.
Forma mówi o udręce samotnego konania, słabości materii, która zatruwa zwątpieniem niewidzialnego ducha. A jeśli się zgasi reflektor i chwilę tak posiedzi na stoku, może też kawałek przejdzie wte i wewte pod asekuracyjną trakcją — jeśli się to uczyni, głodna źrenica wyłapie pojedyncze promienie światła bijące z wysokiej bryły cienia. Gwiazdy prześwietlają Katedrę na przestrzał. Nie posiada ona wszak ścian ani dachu, bo do niczego nie są jej jako budynkowi potrzebne — to przecież nie jest budynek — a przezroczysta półsfera przykrywająca grób Izmira i ołtarz sama spełnia wszystkie konieczne ich funkcje. Toteż w rzeczy samej nie mamy tu do czynienia z bryłą ergonomiczną. Wnętrze konstrukcji nie jest puste i, chociaż tego już człowiek nie zobaczy, wypełnia je takie samo misterium żywokrystnych przekształceń, jakie wyrzeźbiło części widoczne.
Więc o określonej porze określone gwiazdy są w stanie posłać swe światło przez Katedrę. Schodzący ku niej rejestruje co chwila błyski jasności z tej gigantycznej plamy mroku, prawie jak sygnały rozpadu w komorze próżniowej: strzały z nicości. Potem wchodzi w cień portalu, zamykają się dookoła niego kurtyny zamarzniętych fal, gąszcz żelazowych krzaków, brodzi w wylewach jeziora bólu. Zakręt, światło — i stoi przed grobem.
4. Sagrada Familia – Antonio Gaudi – Dzieło architektoniczne, które wizualnie i metaforycznie odzwierciedla idee jakimi się kieruję podczas projektowania. Łączenie w jednym dziele historii życia człowieka lub rodziny. Kontrastów jakie mieszczą się w jednym człowieku lub członkach rodziny jakie należy we wnętrzu pogodzić przez co wnętrze zawsze staje się eklektyczne.
Neutralna, minimalistyczna kolorystyka wnętrza w surrealistyczny sposób uzupełniona bogatą kolorystyką witraży daje wrażenie światła neonów.
Główne motywy dzieła
Gaudí czerpał inspirację z trzech źródeł:
- Biblia i wiara katolicka – cała konstrukcja jest opowieścią o życiu Chrystusa.
- Natura – formy organiczne, przypominające rośliny, drzewa, muszle, kości czy fale.
- Geometria i matematyka – skomplikowane łuki hiperboloidalne, powierzchnie paraboliczne, spirale i bryły platońskie, co nadaje budowli harmonię i stabilność.
Przesłanie dzieła
Sagrada Família jest zapisem chrześcijańskiej drogi życia – od narodzin, przez cierpienie, aż po triumf i życie wieczne. Gaudí chciał, aby nawet osoby nieumiejące czytać mogły „zrozumieć” Ewangelię patrząc na fasady i wnętrze.
W wymiarze uniwersalnym to także hołd dla harmonii natury i boskiego porządku, a zarazem manifest tego, że sztuka, nauka i wiara mogą współistnieć i się uzupełniać. Warto również zaznaczyć, że jak wspomniał przewodnik podczas mojej wizyty w Katedrze, Gaudi w bardzo optymistyczny sposób zaprezentował przemijanie (śmierć). Jezus głowę ma wzniesioną do góry, ciało ułożone tak jak by tylko radośnie podskakiwał i opada „bezpiecznie” niczym na spadochronie. Tak też warto podchodzić, w mojej ocenie, do każdej zmiany. Często są na początku bolesne, a każdy remont stanowi wyzwanie, ale gdy jeden dom opuszczamy do drugiego się wprowadzamy by rozpocząć w nim nowe życie. Tzw otwarcie na przepływ.

5. Obrazy Zdzisława Beksińskiego – obrazy które w kontekście projektu nadają mu spójności i uzupełniają kompozycję kolorystycznie i formalnie. Mają także dodatkowy, merytoryczny sens który zgodnie z intencją artysty należy odczytywać osobiście.
